Z pewnością postaramy się dostarczyć naszym fanom sporą dawkę emocji i powalczyć o mistrzostwo - specjalnie dla portalu SportoweFakty.pl mówi obrońca PBG Basket Eddie Miller.
Michał Fałkowski: O Eddie’m Millerze Polska po raz pierwszy usłyszała w roku 2008, gdy zostałeś graczem Sportino Inowrocław. Powiedz, czy myślałeś wówczas, że dwa kolejne sezony również spędzisz w naszej ekstraklasie?
Eddie Miller: Mówiąc szczerze - nie. Raczej sądziłem, że będzie to tylko krótkotrwały epizod, aczkolwiek z drugiej strony - generalnie nie zakładałem niczego. To nie było tak, że miałem jakiś plan. Po prostu czekałem aż rozwinie się sytuacja i chciałem grać najlepiej jak tylko umiałem. Wiedziałem, że jeśli będę spisywał się dobrze, wówczas jest szansa by kontynuować moją karierę w lepszym klubie albo nawet innym kraju. Wyszło, że cały czas jestem w Polsce i nie żałuję tego ani przez chwilę.
Proszę zatem dokończ zdanie: Jestem ciągle w Polsce bo...
Ponieważ to bardzo dobre miejsce do grania w koszykówkę, bo wbrew temu co się powszechnie sądzi, poziom ligi jest wysoki. Ponadto Polska to świetny kraj i lubię tu być. I to pomimo tego, że w przeszłości miałem różne nieprzyjemne sytuacje wynikające z tego, że jestem obcokrajowcem. Generalnie czuję się w Polsce komfortowo.
Jakiego rodzaju nieprzyjemności?
Oczywiście z językiem. Wiem, że jak obcokrajowcy uczą się angielskiego, sprawia im on wiele trudności, ale uwierzcie mi, język polski również do łatwych nie należy. I kiedy przyjechałem do Inowrocławia było w tej materii dość ciężko. Zazwyczaj był ze mną któryś z moich polskich kolegów, gdy musiałem załatwić jakąś sprawę, ale czasami bywało tak, że musiałem gdzieś pójść samemu. I wówczas nie było tak fajnie.
Najpierw grałeś w słabym Sportino, rok temu w przeciętnej Polonii, teraz będziesz występował w mającym ambitne plany PBG Baskecie Poznań. Twoja kariera to kolejne szczeble drabinki...
Tak, dokładnie tak jest. Zaraz po studiach założyłem sobie plan by każdego roku grać w lepszym zespole. Jestem ambitnym graczem i wierzę, że wychodząc na parkiet w każdym meczu z nastawieniem na walkę, jestem w stanie pomóc mojemu zespołowi i sobie samemu. Większość graczy twierdzi, że kluczem do wspinania się po drabince kariery jest dobra gra indywidualna. Ja twierdzę, że nic nie wpływa tak dobrze na karierę jak sukces zespołu czy chociażby pojedyncze wygrane. Mam nadzieję, że moja kariera dalej będzie rozwijać się w ten sposób.
Jakbyś porównał te dwa sezony w Polsce?
Cóż, zdecydowanie lepiej było mi w Warszawie. Oczywiście mówimy tylko o względach sportowych?
Tak.
Więc Warszawa. Z tego co pamiętam, drużyna po raz pierwszy od kilku lat awansowała do fazy play-off. Aczkolwiek z drugiej strony, dobrze też wspominam grę w Sportino. Był to mój debiut tutaj w Polsce i wszystko było więc dla mnie nowe, nieznane. Z Polonią wygraliśmy jednak więcej meczów.
Czy ma znaczenie to w jakim mieszkasz mieście? Grałeś już w małym Inowrocławiu, wielkiej Warszawie, teraz przyjdzie czas na Poznań...
Wychowałem się maleńkiej mieścinie West Pocomoke w stanie Maryland, więc tak naprawdę wielkość miasta nie ma dla mnie żadnego znaczenia. Myślę, że umiem odnaleźć się zarówno w małym miasteczku, jak i w wielkiej aglomeracji, tak jak to było w Warszawie. To nie jest dla mnie żaden problem.
Skoro miasto nie ma dla ciebie znaczenia to czym kierowałeś przy wyborze wielkopolskiego klubu?
Jest jeden główny powód. Wybrałem PBG Basket ponieważ ten klub przed kilkoma tygodniami objął trener Milija Bogicević. Jestem naprawdę pod wrażeniem tego, co Serb dokonał w Starogardzie Gdańskim i cieszę się, że będę mógł rozwijać swoje umiejętności pod jego bacznym okiem. Mamy zbieżne cele i podobnie patrzymy na koszykówkę, więc nasza współpraca powinna być wzorcowa.
Rozumiem, że jesteś już po rozmowie z trenerem Bogiceviciem na temat tego, jak szkoleniowiec widzi waszą współpracę?
Oczywiście. Rozmawialiśmy o mojej roli w zespole i o tym, czego ode mnie oczekuje. Co najważniejsze - trener powiedział, że widzi mnie jako gracza pierwszej piątki, ale nic mi nie może zagwarantować, bo wszystko zdeterminuje sezon. Ja swoją pozycję w zespole mam wywalczyć na treningach i to mi się bardzo podoba. Uważam, że nawet jeśli w klubie są gracze, którzy wybijają się ponad przeciętność, muszą walczyć o minuty na treningach. Cokolwiek by się nie stało, będę respektował decyzję trenera.
Rozmawiał Michał Fałkowski (www.sportowefakty.pl)
Cały wywiad można przeczytać tutaj.

