PBG Basket Poznań

S. Ocokoljić: PBG Basket to nie drużyna jednego zawodnika

W tym zespole nie ma roli bohatera. Jeżeli jednak będziemy upierać się przy tym, żeby używać tego określenia, to zasługują na nie wszyscy zawodnicy PBG Basket – po zwycięstwie nad Polpharmą Starogard Gdański portalowi PLK.pl mówi rozgrywający Sasa Ocokoljić.

 

Jarosław Galewski: Przede wszystkim proszę przyjąć gratulacje za zwycięstwo. Co było dziś kluczem do pokonania Polpharmy?
 
Wiedzieliśmy, że musimy odnieść w dzisiejszym pojedynku zwycięstwo. Ta świadomość mogła mieć duże znaczenie. Chęć zwycięstwa nie była jednak spowodowana tylko i wyłącznie faktem, że ten mecz był decydujący dla układu tabeli. Zależało nam, żeby wygrać przede wszystkim dla siebie. Od nowego roku gramy bardzo dobrze, ciężko pracujemy na treningach. Wyszliśmy na dzisiejszy pojedynek gotowi do gry i udało nam się zwyciężyć. Można nawet zaryzykować stwierdzenie, że pokonaliśmy na chwilę obecną jeden z najlepszych zespołów w polskiej lidze.

Polpharma znajduje się obecnie chyba w najwyższej formie. Być może nasi rywale nie byli dziś w stu procentach skupieni z powodu sSasa Ocokoljić poprowadził drużynę do zwycięstwa w meczu z  Polpharmą (fot. B. Ciechacki)potkania, które czeka ich za dwa tygodnie, ale i tak pewne jest to, że chcieli nas pokonać. Wydaje mi się jednak, że to my byliśmy bardziej spragnieni zwycięstwa i dlatego ten mecz zakończył się naszym sukcesem.

Jednak pierwsza połowa należała do Polpharmy. Z czego to wynikało?

Rywale przyjechali na ten mecz zrelaksowani i grali z dużą swobodą. Być może dlatego spisywali się tak dobrze. W przerwie powiedzieliśmy sobie, że musimy zagrać agresywnie, najbardziej jak tylko potrafimy. Udało nam się to zrobić. Mieliśmy świadomość, że musimy grać właśnie w ten sposób przeciwko jednej z najlepszych drużyn w lidze. W drugiej połowie nasza obrona była dużo lepsza i dlatego efekty były bardzo szybko widoczne.

Zagrał pan znakomite spotkanie, o czym najlepiej świadczą okrzyki poznańskich kibiców w trakcie naszej rozmowy. Ich zdaniem, jest pan bohaterem tego meczu...

W żadnym wypadku nie jestem bohaterem. W tym zespole nie ma roli bohatera. Jeżeli jednak będziemy upierać się przy tym, żeby używać tego określenia, to zasługują na nie wszyscy zawodnicy PBG. Trenujemy bardzo ciężko, być może najciężej w całej Polsce. Każdy gracz jest częścią tego kolektywu. Dziś to ja zdobywałem więcej punktów, ale jutro w mojej roli może wystąpić ktoś inny. Zresztą, wystarczy przypomnieć poprzednie spotkanie, kiedy perfekcyjnie grał Zbigniew Białek. Podobnie było w przypadku Roberta Tomaszka i Andrii Cirica. Śmiało można powiedzieć, że w każdym spotkaniu pokazuje się ktoś inny. To jest w tej chwili nasza siła. Właśnie dlatego gramy w drugiej połowie sezonu tak skutecznie. PBG to nie drużyna jednego zawodnika.

W kluczowych momentach tego spotkania ani razu nie zadrżała panu ręka na linii rzutów wolnych. Jak duża była wtedy presja?

Nie czułem jakiejś większej presji. To prawda, że te rzuty miały miejsce w kluczowych momentach, ale jestem zawodnikiem, który gra już w koszykówkę naprawdę od wielu lat. Lubię brać na siebie odpowiedzialność. W ostatnich sekundach rywale faulowali właśnie mnie i cieszę się, że wtedy trafiałem.

Czy po kontuzji, która wyeliminowała pana z poprzedniego spotkania, nie ma już śladu?

Szczerze mówiąc, ciągle odczuwam ból, szczególnie w trakcie treningów. Podczas spotkania bierze się jednak odpowiednie leki, dochodzi do tego Serbski rozgrywający średnio podczas meczu notuje 13,6 pkt. i 5,3 asyst (fot. B. Ciechacki)adrenalina i nie myślisz w ogóle o bólu. Prawda jest jednak taka, że mam nadal pewne dolegliwości. Wierzę, że te problemy ustąpią do najbliższych spotkań w fazie pre-play-off.

Wiem, że jest pan przykładem skromnego człowieka, ale trzeba obiektywnie powiedzieć, że PBG Basket miał sporo problemów z zastąpieniem pana w spotkaniu z Polonią Azbud Warszawa. To najlepiej pokazuje, jak ważnym jest pan graczem w układance Dejana Mijatovicia...

Być może dzieje się tak, dlatego że jestem najbardziej doświadczonym koszykarzem w tym zespole. Grałem przez wiele lat w Europie i na pewno mam spory bagaż doświadczeń. Jak już jednak powiedziałem, każdy gracz jest częścią tej drużyny. Wszyscy dają z siebie sto procent. A kto zdobywa punkty? To nie jest najważniejsze. Liczy się przede wszystkim, że wygrywamy.

Jak daleko może zajść w tym sezonie PBG Basket?

Zobaczymy, kto będzie naszym następnym rywalem. Teraz jeszcze tego nie wiemy [rozmowa została przeprowadzona zaraz po zakończeniu spotkania z Polpharmą - red.]. Jesteśmy wprawdzie w świetnej formie, ale jeśli chodzi o naszą formację podkoszową, to na pewno można mówić o osłabieniu. Nenad Misanović złamał rękę i brakuje nam wysokiego gracza. Musimy liczyć tylko na Roberta Tomaszka i Huberta Radkę. Ta dwójka wykonuje na szczęście świetną robotę. Cały czas trzeba robić wszystko krok po kroku, tak jak do tej pory. Wcześniej nikt nie spodziewał się, że PBG Basket może grać tak świetnie w drugiej połowie sezonu. Nie będę składał żadnych wielkich obietnic. W dalszym ciągu będziemy grać swoją koszykówkę i zobaczymy, jakie będą tego efekty. Wierzę, że PBG znajdzie się w tym roku w play off.

Rozmawiał Jarosław Galewski (www.plk.pl)

 

Najnowsza galeria