PBG Basket Poznań

Bliżej drużyny: Tylko najwyższe cele!

Email Drukuj PDF

Z wykształcenia fizjoterapeuta, który jako dziecko wzorował się na Dennisie Rodmanie. Raz na jakiś czas opuszcza Poznań, choć los sprawia, że zawsze tu potem wraca. Proszę państwa, poznajmy bliżej Mateusza Bartosza.

25-letni Bartosz już od wczesnych lat miał niezwykle intensywny kontakt ze światem koszykówki - Zawodowo w koszykówkę grała moja mama. Początkowo występowała w Szprotawie w I lidze, potem na kilka lat przeniosła się do Stilonu Gorzów. Tata natomiast jest trenerem w rozgrywkach kadetów i juniorów w Chemiku Gorzów, tak że od początku koszykówka była w mojej rodzinie obecna. Młody Mateusz nie ograniczał się jednak tylko do swojego "rodzinnego" sportu - Byłem przymierzany do pływania, piłki ręcznej, w liceum nawet do siatkówki. Ale jakoś żaden z tych sportów nie był tym, czym była dla mnie koszykówka - wspomina.

Prawdziwa koszykarska przygoda Bartosza rozpoczęła się wraz z przenosinami z Chemika Gorzów do Politechniki Poznańskiej i Pyry Poznań. Po występach w zachodniopomorskich ligach amatorskich młody skrzydłowy dostał szansę pokazania się na parkietach 1. ligi oraz w rozgrywkach juniorów starszych. - Dopiero po przyjściu do Poznania tak naprawdę poznałem tajniki profesjonalnego basketu. Nie ukrywam, że na początku było ciężko. Grałem kilkuminutowe, czasami nawet sekundowe epizody w 1. lidze. Zupełnie inaczej sytuacja wyglądała jednak w rozgrywkach juniorskich - Razem z Tomkiem Smorawińskim i Pawłem Mowlikiem odegraliśmy tam naprawdę dużą rolę. Dobrze pamiętam mecz o mistrzostwo.Takie mecze nie zdarzają się często, szczególnie, że był to mecz finałowy. To złoto naprawdę bardzo cieszyło. Mateusz w finałowym spotkaniu rozegrał mecz bliski ideałowi. Na swoim koncie zanotował 21 punktów i 28 zbiórek prowadząc zespół Pyry Poznań do mistrzostwa Polski juniorów starszych.

Po zdobytym mistrzostwie i powołaniu do reprezentacji Polski U20 Bartosz zdecydował się na przenosiny do Warszawy. Jak sam wspomina, to właśnie w stolicy koszykarsko "wydoroślał" - Po Mistrzostwach Europy przeniosłem się do Polonii 2011 Warszawa. To był naprawdę wspaniały okres. Poznałem tam mnóstwo kolegów i przyjaciół, którzy do dzisiaj są obecni w moim życiu. No i poza tym bardzo miło wspominam szkołę trenera Starcevicia. To była naprawdę sroga lekcja koszykówki. Myślę, że większość tego, co dzisiaj prezentuję na parkiecie to właśnie jego zasługa. W sezonie 2008/2009 Mateusz wraz z Polonią 2011 wywalczył awans do ekstraklasy. Postanowił jednak zmienić otoczenie. - Przeniosłem się do Poznania, który prowadzony był wtedy przez trenera Kijewskiego. Wiązałem z tym duże nadzieję, choć wiedziałem, że w ekstraklasie jestem zupełnie świeży.

Rzeczywistość okazała się dla Bartosza brutalna. W barwach PBG Basket Mateusz rozegrał tylko 10 spotkań, a następnie został wypożyczony do zespołu Big Star Tychy. - Myślę, że to nie był dobry krok z mojej strony bo - szczerze mówiąc - nic tam koszykarsko nie zyskałem.. Powiedzmy, że Tychy wspominam z lekkim przymrużeniem oka. Sezon 2009/2010 Mateusz podsumowuje krótko: - To był taki trochę kubeł zimnej wody.

Młody skrzydłowy nie należy jednak do osób, które łatwo się poddają. Po czasie spędzonym w 1.lidze Mateusz za wszelką cenę chciał wrócić na parkiety najwyższej klasy rozgrywkowej - Chciałem wrócić do ekstraklasy i pokazać, że ten pierwszy rok w Poznaniu był tylko przetarciem - mówi sam zainteresowany. Wybór padł na Akademików z Koszalina - Oferta z AZSu była jedyną z klubów ekstraklasy, która była naprawdę konkretna. Wiedziałem na czym stoję i co mogę dać zespołowi. Akurat wtedy szkoleniowcem został Amerykanin Charles Barton u którego miałem naprawdę duży kredyt zaufania. Szczególnie dobrze prezentowałem się w meczach przedsezonowych, co sprawiło, że stałem się graczem pierwszopiątkowym.

Szczęście jednak Bartoszowi nie dopisało. Po dwóch porażkach, amerykańskiego szkoleniowca zastąpił Mariusz Karol, który na Mateusza już nie stawiał. Po niezadowalającym sezonie Bartosz zdecydował się jednak pozostać w Koszalinie. - Wiedziałem, że na pewno zmieni się trener. Pojawiła się więc szansa żeby na nowo udowodnić swoją wartość. Przede wszystkim sobie. Wiedziałem, że potrafię grać w basket, a i chęci ciągle nie brakowało. Po tych dwóch niezbyt udanych sezonach liczyłem na to, że wreszcie nastąpi przełamanie i przede wszystkim będę grał. Po raz kolejny jednak ligowe realia okazały się niesprzyjające - Zostałem w Koszalinie, do którego przyszedł trener Herkt. Wiązałem z nim pewne nadzieje, jednak jak się później okazało trochę się na tym "przejechałem". Tak naprawdę nie dostałem prawdziwej szansy.

Ambicja młodego skrzydłowego nie pozwalała jednak na zaakceptowanie takiej sytuacji. Mateusz rozwiązał swój kontrakt z Koszalinem, a zrządzeniem losu po raz kolejny wylądował w stolicy Wielkopolski. - Przed sezonem 2010/2011 pomimo ważnego kontraktu z PBG Basket trener Bogicević zrezygnował z moich usług. Słyszałem, że, po moich dobrych występach na początku sezonu trochę tego później żałował. Dlatego nie miałem dużych obaw żeby wrócić do Poznania. Jak sam mówi ze swojej decyzji jest bardzo zadowolony. -Przede wszystkim trener Bogicević daje mi szansę żeby pokazać to w czym jestem najlepszy, czyli zbiórka. Dla mnie priorytetem zawsze będzie defensywa i właśnie zbiórka. O każdą piłkę zawsze walczę jak lew! [śmiech].

Życie 25-letniego Mateusza to nie tylko koszykówka. - Od dzieciństwa zawsze lubiłem gry komputerowe. Poza tym można powiedzieć, że mam "hopla" na punkcie samochodów, co zresztą zawdzięczam mojemu przyjacielowi z czasów dzieciństwa. Poza tym bardzo lubię grać w tenisa czy pojeździć na rowerze. Po prostu wszelka aktywna rekreacja. 

Mateusz Bartosz jest jednak nie tylko ambitnym sportowcem i entuzjastą motoryzacji. Przede wszystkim poznański skrzydłowy jest szczęśliwym mężem - Z żoną poznaliśmy się na studiach w Warszawie i można powiedzieć, że to była miłość od pierwszego wejrzenia. Nasza uczucie jest ciągle podgrzewane [śmiech], a od 9 miesięcy jestem szczęśliwym współmałżonkiem. Oby za trzy miesiące Mateusz miał podwójną okazję do świętowania: pierwszą rocznicę ślubu oraz pierwszy w karierze awans do play-off Tauron Basket Ligi. 

Maciej Szulejewski

 

Najnowsza galeria

No images