
O początku swojej przygody z koszykówką mówi krótko - Wszystko zaczęło się od programu NBA Action. Poznajmy bliżej koszykarza o tajemniczej ksywie Dr. Alban - czyli po prostu - Tomasza Smorawińskiego.
Obrońca PBG Basket przez całe swoje życie związany jest ze stolicą Wielkopolski - Mój tata, Karol, jeszcze kiedy był młodzieżowcem ocierał się o pierwszy zespół Lecha Poznań. Co więcej udało mu się rozegrać w seniorskim zespole kilka spotkań, tak więc sport zawsze był w domu obecny. Swoją koszykarską przygodę, jak sam mówi, rozpoczął od wspomnianego "NBA Action" i popisów Michaela Jordana. Niedługo potem przyszedł czas na poznańską Pyrę - Wszystko zaczęło się u trenera Andrzeja Gątka. Potem przejął mnie Krzysztof Szablowski, obecnie drugi trener Anwilu Włocławek. Praktycznie to on ukształtował mnie jako zawodnika - uważa Smorawiński.
- Z młodzieżową drużyną Pyry mieliśmy naprawdę dobre wyniki. 5. miejsce w Polsce w kadetach, 6. w juniorach i mistrzostwo zdobyte w juniorach starszych razem z Mateuszem Bartoszem i Pawłem Mowlikiem - wspomina Tomek. Już jako nastolatek Smorawiński łączył występy młodzieżowe z rozgrywkami seniorskiej 1. ligi - W całym sezonie mieliśmy tylko kilka treningów z drużyną juniorów starszych. Na codzień razem z Bartoszem i Pawłem Mowlikiem, występowaliśmy w 1. lidze. Tak naprawdę w ciągu całego sezonu nikt na nas nie stawiał. Początkowo graliśmy chaotycznie, bez przekonania. Wszystko zmieniło się po wygraniu przez nas ligi wielkopolskiej.
W 2007 roku prowadzona przez trenera Karpowicza Pyra osiągnęła jeden z największych sukcesów w historii młodzieżowego sportu w Poznaniu. M.in. dzięki rewelacyjnej postawie Smorawińskiego poznaniacy zostali mistrzami Polski w kategorii juniorów starszych - Kiedy przyszło nam się mierzyć z drużynami takimi jak Prokom Trefl Sopot okazało się, że nasze doświadczenie z pierwszej ligi jest nieocenione. Po 3 wygranych w grupie półfinałowej uwierzyliśmy w to, że może nam się udać. Poza tym trener Karpowicz świetnie nas przygotował do turnieju finałowego. Trener nie wywierał na nas presji i to chyba pomogło, bo dzięku temu graliśmy po prostu na luzie - uważa Smorawiński.
Po niewątpliwym sukcesie poznański obrońca zdecydował się na kontynuowanie swojej kariery w pierwszoligowej Politechnice, a następnie PBG Basket Poznań - Wiele osób przekonywało mnie, że to właśnie w Poznaniu mam wszystko to, czego potrzebuję do rozwoju. Swojej decyzji nie żałuję. Myślę, że tylko dzięki temu, że grałem w 1. lidze znalazłem swoje miejsce w ekstraklasie. Bez tego byłoby ciężko - uważa. Już w sezonie 2008/2009 Smorawiński wraz z PBG Basket zadebiutował na parkietach ekstraklasy - Pierwszy sezon w ekstraklasie nie był najlepszy. Zacząłem nieźle, dobrze się czułem na boisku, ale później chyba zabrakło doświadczenia, które nie pozwoliło mi na zdobycie większej ilości minut - wspomina.
Po roku spędzonym na parkietach ekstraklasy Smorawiński zdecydował się na wyjazd do Jeleniej Góry. Jednak już na początku sezonu młody obrońca zerwał ścięgno alchillesa, co wyeliminowało go z gry na cały sezon 2009/2010. - Po wyleczeniu kontuzji wylądowałem w Kutnie u trenera Kowalczyka. Trzeba przyznać, że to był dla mnie ciężki okres. Po urazie musiałem wrócić do dobrej dyspozycji i fizycznie i psychicznie - wspomina. - Początkowo dostawałem naprawdę dużo okazji do gry, ale później coś się zmieniło i tego zaufania było już mniej. Można powiedzieć, że nie wspominam tego sezonu najlepiej - mówi Smorawiński.
Po sezonie spędzonym w Kutnie i wywalczeniu awansu do 1. ligi Tomek zdecydował się wrócić do Poznania - Myślę, że powrót do Poznania to był dobry krok w mojej karierze. Przede wszystkim naprawdę dobre treningi pozwoliły mi wrócić do pełnej sprawności. Jeżeli chodzi o moją grę to na pewno nie jestem zadowolony ze swojej skuteczności. Chciałbym też więcej brać na swoje barki. Być w większym stopniu odpowiedzialnym za wynik - uważa 25-letni obrońca. Zapytany o dalszą część sezonu nie ma watpliwości, że kibiców czeka jeszcze dużo ciekawych spotkań - Każdy z zespołów, z którymi będziemy się mierzyć, jest absolutnie w naszym zasięgu. Myślę, że mamy dużą szansę, żeby sprawić niespodziankę. Jak zawsze jednak, wszystko zweryfikuje parkiet. Ciągle mamy dużą szansę na play-off.
Smorawiński przyznaje, że koszykówka w jego życiu zawsze była na pierwszym miejscu - Chory czy zdrowy zawsze chciałem iść na trening. Każdy wiedział, że nigdy sobie nie odpuszczam - wspomina. W swoim życiu znalazł jednak miejsce na inne pasje. Zapytany o swoje zainteresowania szybko odpowiada - Dobry film. Np. "Szkazani na Shawshank", czy inne, powiedzmy, klasyki filmowe. Ostatnio bardzo podobał mi się film "Dziewczyna z tatuażem". Zdecydowanie polecam!
Wrodzona determinacja Tomasza poza koszykarskim parkietem pomaga mu jeszcze na innym polu. Tatiana, partnerka poznańskiego koszykarza coś o tym wie - Z Tatianą poznaliśmy się w wakacje. Prawda jest taka, że trochę się za nią nabiegałem. W końcu jednak przekonała się do mnie i chyba nie narzeka...[śmiech] - mówi Smorawiński.
Poznańskiemu obrońcy od zawsze towarzyszy również muzyka. To właśnie ona sprawiła, że w świecie koszykarskim Tomasz jest znany pod bardzo ciekawym pseudonimem - Jeszcze jak byłem zupełnym maluchem pojechaliśmy na turniej do Krakowa. Zawsze lubiłem słuchać i śpiewać naprawdę różne piosenki. W którymś momencie ktoś rzucił hasło Dr. Alban i tak już zostało - wspomina Smorawiński.
25-letni zawodnik po latach spędzonych w Poznaniu przyzwyczaił się już trochę do niedoceniania wielkopolskich zespołów - Podobnie jak w rozgrywkach juniorskich wiele osób skreśliło nas już na samym początku. Nie przeszkadza nam to jednak. Pokażemy jeszcze dużo dobrej koszykówki - zapowiada.
Nie pozostaje nic innego jak uwierzyć postawionej diagnozie i czekać na podobne jak w rozgrywkach juniorskich zakończenie sezonu.
Maciej Szulejewski
Czytaj też:
- Bliżej drużyny: Polski Belg
- Bliżej drużyny: Koszykówkę trzeba po prostu kochać
- Bliżej drużyny: Jestem groźny!
- Bliżej drużyny: Trzeba mieć otwarty umysł
- Bliżej drużyny: Przede wszystkim ciężka praca
- Bliżej drużyny: Urodzony koszykarz
- Bliżej drużyny: Tylko najwyższe cele



