W meczu 2. kolejki PLK PBG Basket Poznań przegrał z PGE Turowem Zgorzelec 64:70 (18:23, 11:18, 24:12, 11:17).
Punkty dla PBG Basket zdobyli: Szawarski 15(2), Bigus 11, Flieger 10(1), Davis 9, Brannen 8, Jones 4, McLean 4, Mowlik 2, Smorawiński 1, Metelski 0, Radwan 0.
Punkty dla Turowa zdobyli: Bailey 11(1), Milijkovic 9(1), Copeland 9(1), Daniels 8, Witka 7(1), Turek 7, Harris 6, Kitzinger 5(1), Bochno 3(1), Townes 3, Roszyk 2.
Przed rozpoczęciem spotkania bardzo licznie zebrani kibice w liczbie prawie 2 tys. obejrzeli występy Zdroja oraz zespołu BasCats. Następnie przemowy wygłosili prezes WZKosz Wojciech Chomicz oraz prezydent Poznania Ryszerd Grobelny, który uroczyście otworzył sezon koszykarski w Poznaniu. Następnie przy asyście fajerwerków nastąpiła prezentacja zespołu PBG Basket.
Być może liczna publika i uroczystości przedmeczowe obniżyły koncentrację poznaniaków, bo mimo że zdobyli pierwsze punkty w meczu za sprawą Szawarskiego, to przez całą pierwszą połowę grali źle. Popełniali sporo prostych strat, zwłaszcza przy wyprowadzaniu piłki spod własnego kosza, gdu Turów potrafił postawić ostry pressing, do tego mieli bardzo kiepską skuteczność w rzutach. Oczywiście miało to przełożenie na wynik - w 7. minucie PBG Basket przegrywał 8:15, a pewne nadzieje na odrobienie strat dawała sytuacja z faulami. Podstawowy rozgrywający Turowa Bailey musiał opuścić parkiet z powodu 3 przewinień, ale okazało się że zespół gości dysponuje niesamowicie silną ławką rezerwowych. Za Bailey'a wszedł Copeland, a wśród rezerwowych byli jeszcze tak uznani zawodnicy jak Witka, Roszyk czy Kitzinger.
Na początku drugiej kwarty poznaniakom udało się odrobić niemal wszystkie straty (22:23 w 13. minucie), ale od stanu 26:28 nastąpił długi okres bardzo słabej gry naszej drużyny. Mającego także problemy z faulami Davisa zastąpił Flieger i początkowo nie bardzo mógł się odnaleźć na parkiecie - popełniał straty i oddawał niecelne rzuty. Bardzo ambitnie na tablicach walczył Metelski, ale niestety pudłował spod samego kosza. Z każdą nieudaną akcją PBG Basket rosła przewaga Turowa, która urosła do 13 punktów (26:39). W przerwie kibice mogli obejrzeć występy zespołu breakdance, ale humorów dobrych mieć już nie mogli, bo poznaniacy bardzo wyraźnie ustępowali wicemistrzowi Polski.
Początek 3. kwarty nastrajał jeszcze bardziej pesymistycznie. W ciągu 25 sekund faule nr 3 i 4 popełnił Davis, w związku z czym do gry został ponownie delegowany Flieger. Przez pierwsze kilka akcji nie przyniosło to dobrego efektu - w 24. minucie PBG przegrywał już 34:49, a trener Kijewski co chwilę łapał się za głowę gdy w kontrach 2 na 1 Flieger spudłował, a chwilę później bardzo nieskuteczny tego dnia Jones-Camacho (choć nieco usprawiedliwia go choroba, jaka męczyła go przez ostatni tydzień)w akcji 4 na 2 podał piłkę zawodnikowi Turowa. Na szczęście nareszcie zaczęła poprawnie funkcjonować obrona PBG Basket. Trener Kijewski postawił strefę, przez którą bardzo ciężko było się przebić koszykarzom gości. Milijkovic próbował rzutów z dystansu, ale mimo niezłych pozycji pudłował, goście popełnili też kilka strat w rozegraniu. Tymczasem poznaniacy włączyli piąty bieg i zaczęli odrabiać straty. Przy stanie 39:52 najpierw trzy rzuty wolne wykorzystał Szawarski, a chwilę później "trójkę" trafił Flieger, co poderwało kibiców do dopingu. To z kolei dało impuls naszej drużynie do jeszcze lepszej gry. Kolejne 4 punkty z rzutów wolnych dorzucił Flieger, potem z kontry trafił Mowlik i wreszcie wolne Szawarskiego dały PBG Basket prowadzenie 53:52. Wydarzenia te rozgrzały publikę w Arenie - tak głośno w naszej hali nie było już od bardzo dawna. Godny podkreślenia był fakt, że straty zostały odrobione w dużej mierze przez polskich koszykarzy - Mowlika, Fliegera, Szawarskiego i Bigusa, których wspomagał waleczny na tablicach McLean.
W 4. kwarcie goście na samym początku zdobyli 4-punktowe prowadzenie, które utrzymywało się przez niemal całą kwartę (53:57, 55:59, 62:66). Nasza drużyna miała duże problemy w ofensywie - między 30. i 35. minutą zdobyła zaledwie 2 punkty. W dodatku przez ogromną drobiazgowość sędziów parkiet już w 33. minucie musiał opuścić Jones-Camacho, a w 38. Davis. Po stronie gości identyczna nieprzyjemność spotkała Copelanda. Decydująca akcja meczu rozegrała się 24 sekundy przed ostatnim gwizdkiem. Wówczas to przy stanie 64:66 piłkę posiadali koszykarze PBG Basket i po zasłonie Bigusa Flieger trafił za 3 punkty. Niestety, chwilę wcześniej sędziowie odgwizdali faul w ataku Bigusa. Kapitan PBG Basket długo nie mógł się pogodzić z tą decyzją, ale oczywiście arbitrów nie przekonał. Cień szansy mimo to jeszcze był na doprowadzenie choćby do dogrywki, jednak bardzo szybki faul Szawarskiego został przez sędziów zakwalifikowany jako przewinienie umyślne, co w zasadzie zakończyło jakiekolwiek emocje w tym meczu. Także i tym razem była to decyzja bardzo kontrowersyjna. Ostatecznie mecz zakończył się wygraną gości 64:70.
Mimo porażki zespół PBG Basket zaprezentował się z bardzo dobrej strony, podjął walkę z wicemistrzem Polski i niewiele brakowało (co podkreślał po meczu trener Saso Turowa Filipovski), by zwyciężył. O ile w poprzednim meczu w Słupsku ciężar zdobywania punktów leżał na podstawowych 6 koszykarzach, to w spotkaniu z Turowem sporo pozytywnych zagrań pokazali także Flieger i Mowlik. Nieco słabiej zaprezentowali się natomiast Brannen i Jones-Camacho, i na to też wskazywał trener Kijewski jako na jeden z głównych powodów porażki. Na ogromne słowa uznania zasługuje też publiczność w Arenie - i to zarówno za liczne przybycie, jak i świetny doping w 2. połowie, co zgodnie podkreślali na konferencji prasowej zarówno trener Kijewski, jak i Wojciech Szawarski. Po bardzo ciężkich rywalach na początku rozgrywek kolejni przeciwnicy nie są już tak wymagający i przy takiej grze, jaką nasi koszykarze pokazali choćby w 3. kwarcie, jest duża szansa, że już bardzo niedługo będziemy cieszyć się ze zwycięstw.




