Drugą porażkę na własnym parkiecie w ciągu 4 dni odnieśli koszykarze PBG Basket. Tym razem poznaniacy ulegli Zniczowi Jarosław 82:93 (25:16, 23:17, 21:33, 13:27).
Po bardzo zaskakującym zestawieniu pierwszej piątki w poprzednim spotkaniu z Treflem tym razem trener Eugeniusz Kijewski powrócił do sprawdzonych zawodników. Do zespołu powrócił Ćirić, a miejsce Mowlika zajął w wyjściowym składzie Szawarski. Wydawało się, że zmiany pozytywnie wpłynęły na zespół, gdyż od początku to właśnie poznaniacy przejęli inicjatywę. Goście często uciekali się do przewinień, a dość skutecznie egzekwowane wolne (nie popisał się tylko Radke, dwukrotnie pudłując z linii rzutów wolnych) oraz zdecydowana dominacja poznaniaków na tablicach pozwoliły koszykarzom PBG Basket uzyskać kilkupunktową przewagę. Na początku drugiej kwarty dobrze grający gospodarze uzyskali już ponad 10-punktową przewagę. Dobre momenty w tej części meczu miał Duvnjak, skuteczny zarówno pod koszem, jak i w rzutach z dystansu był Ćirić. Z kolei sporo niecelnych rzutów zaliczył Kljajević, ale rekompensował to dość licznymi zbiórkami. Podopieczni Kijewskiego bardzo umiejętnie powstrzymywali też liderów zespołu Znicza - w pierwszych 20 minutach Chappel i Mays zdobyli łącznie zaledwie 7 punktów, trafiając 1 z 8 rzutów z gry. Gdyby nie niesamowicie pracujący Tomasz Zabłocki, goście mogli przegrywać tak wysoko, że prawdopodobnie nie zdołaliby już odrobić strat. Tuż przed przerwą PBG Basket prowadził już 46:28 i nic nie zapowiadało, by goście mogli się podnieść.
Zobacz także |
Kibice zgromadzeni w Arenie w przerwie mogli się zaznajomić z podstawowymi zasadami futbolu amerykańskiego, które zaprezentowali zawodnicy Fireballs Wielkopolska, ale dość szybko o popsucie humorów kibiców postarali się koszykarze. Od początku trzeciej kwarty grali źle, coraz rzadziej trafiali z dystansu (w pierwszej połowie mieli skuteczność 53% w rzutach za 3 punkty) i nawet seryjnie wywalczane piłki pod atakowaną tablicą niewiele pomagały. Szczególnie irytująca była nieporadność pod koszem Huberta Radke. Po jego kolejnych błędach kibice domagali się wręcz od trenera Kijewskiego, by wprowadził w jego miejsce Kljajevicia, który do idoli trybun raczej też nie należy. Trener jednak kibiców nie posłuchał i stracił cierpliwość dopiero po kilku kolejnych nieudanych akcjach Radkego. Co gorsza, swój rytm gry odnaleźli Mays i Chappel, których wspomagał Williamson. Goście trafiali zarówno z dystansu, jak i spod kosza, wymuszali swoją aktywnością sporo fauli, co powodowało, że z każdą minutą przewaga poznaniaków malała. Na koniec 3. kwarty wynosiła już tylko 3 punkty (69:66) i można się było szykować na nerwówkę w ostatnich 12 minutach.
Nerwów jednak było niewiele. Koszykarze Znicza bez żadnego trudu najpierw odrobili resztę strat, a następnie zaczęli budować stopniowo coraz większą przewagę, która na koniec meczu sięgnęła 11 punktów. Niewiele pomogły indywidualne zrywy Białka i Ćiricia - brakowało spójnej koncepcji na przeprowadzanie ataków, mnożyły się straty i błędy. Ostateczny wynik to 82:93.
Mecz ze Zniczem do złudzenia przypominał środowe spotkanie z Treflem. Dwie kwarty całkiem przyzwoitej gry, a po przerwie totalna zapaść, która kończy się porażką. W odróżnieniu od wielu wcześniejszych meczów, tym razem poznaniacy zdecydowanie wygrali walkę na tablicach (46:23, a w zbiórkach ofensywnych aż 22:2), jednak w pozostałych elementach koszykarskiego rzemiosła lepsi okazali się goście. Przede wszystkim jarosławianie mieli lepszą skuteczność rzutową, popełnili też mniej strat. Liderzy Znicza po słabej pierwszej połowie zagrali bardzo dobrze w drugiej, podczas gdy Ćirić, Szawarski czy Kljajević po przerwie zagrali znacznie słabiej. Trudno dziwić się rozżaleniu kibiców - po udanym początku sezonu mało kto spodziewał się, że zespół popadnie w taki kryzys. Z ostatnich siedmiu meczów poznaniacy wygrali tylko raz, a i to ze sporym trudem. Co gorsza, cztery z tych porażek zostały poniesione we własnej hali, a można się spodziewać, że w czekającej wkrótce poznaniaków długiej serii wyjazdów nie będzie łatwo o zwycięstwa. W obecnej sytuacji niemal meczem o wszystko będzie pojedynek za tydzień ze Sportino Inowrocław.
PBG Basket: Białek 20, Cirić 17, Szawarski 16, Kljajević 12, Duvnjak 8, Graves 5, Radke 4.
Znicz Jarosław: Mays 24, Chappel 18, Williamson 17, Zabłocki 16, Misiewicz 10, Sarzało 5, Witos 3.




