Wicemistrz Polski Turów Zgorzelec okazał się zbyt mocny dla koszykarzy PBG Basket. W debiucie trenera Dejana Mijatovicia przed poznańską publicznością PBG Basket przegrał z Turowem 86:94.
Kibice w Poznaniu mogli obejrzeć w akcji swoich pupili po raz pierwszy od… 51 dni! Od ostatniego występu koszykarzy PBG Basket we własnej hali, który miał miejsce pod koniec listopada, drużyna została w znacznym stopniu przebudowana. Przede wszystkim zmiana nastąpiła na stołku trenera – Eugeniusza Kijewskiego zastąpił Serb Dejan MIjatović. Po raz pierwszy kibice mieli szansę obejrzeć dwóch serbskich zawodników – centra Nenada Misanovicia oraz rozgrywającego Sasę Ocokoljicia, a także Roberta Tomaszka, dla którego był to już siódmy mecz w PLK w barwach PBG Basket. Ale to nie poznaniacy byli faworytem w pojedynku z wicemistrzem Polski, który od czasu zatrudnienia Andreja Urlepa spisuje się o wiele lepiej niż na początku sezonu.
![]() |
Zobacz też |
Jednak początek meczu należał do podopiecznych Dejana Mijatovicia. Znakomicie spisywał się Adam Waczyński, który nie bał się penetrować pod koszem i był też skuteczny na półdystansie. To głównie za sprawą jego punktów poznaniacy prowadzili 11:5, a potem 15:9. Przed meczem trener Mijatović obawiał się wysokich graczy z Turowa, ale Tomaszek dobrze radził sobie z najlepszym strzelcem w PLK Michaelem Wrightem, dwukrotnie wymuszając jego straty. Podobać mogła się defensywa poznaniaków – agresywna, nie pozwalająca na oddawanie rzutów z czystych pozycji. Gdy na parkiet zaczęli wchodzić zawodnicy rezerwowi, obraz gry uległ zasadniczej zmianie. Goście zdobyli 11 punktów z rzędu (najpierw dwa razy za trzy punkty trafił Gray, a potem zaczął punktować Wójcik) i po pierwszej kwarcie prowadzili 20:25.
W kolejnej kwarcie trwał popis Adama Wójcika. Skrzydłowy Turowa w tym sezonie spisuje się znacznie słabiej niż w poprzednim i tylko raz, w meczu rozpoczynającym sezon, zdobył więcej niż 10 punktów. Wójcik z wysokimi graczami PBG Basket robił niemal wszystko, co chciał. Nie potrafili go upilnować ani Misanović, ani Tomaszek, ani Radke. Na festiwal kolejnych trafień Wójcika poznaniacy nie potrafili odpowiedzieć i w 14. minucie goście prowadzili 22:31. Zawodnicy ze Zgorzelca tak się rozstrzelali, że nawet powrót Wójcika na ławkę niewiele zmienił. W 16. minucie prowadzili już 24:40, a zdegustowani kibice PBG Basket krzyczeli nawet w kierunku swoich zawodników „Co wy robicie?”. Dopiero wejście na parkiet Maye’a przerwało marazm w szeregach poznaniaków. Kilka trafień Amerykanina zmniejszyło nieco przewagę gości, którzy po 20 minutach prowadzili 40:46.
Gdy podopieczni Mijatovicia odrobili niemal wszystkie straty (po akcji 3+1 Duvnjaka było już 48:49), wydawało się, że jedynie kwestią czasu jest, by gospodarze znów objęli prowadzenie. Były nawet na to dwie szanse, ale nie udało się zdobyć punktów, a goście szybko uporządkowali szeregi i razili poznaniaków rzutami trzypunktowymi. Zazwyczaj nie jest to silna strona Turowa, ale w dzisiejszym meczu trafiali „trójki” z dużą regularnością i na bardzo dobrym procencie (50%). Kolejne punkty zdobywał też Wójcik – po trzeciej kwarcie miał ich już 25, a gdyby lepiej wykonywał rzuty wolne, to mógł się pokusić nawet o złamanie bariery 30 punktów. W PBG Basket najlepiej w tym fragmencie gry radził sobie Tomaszek – zdecydowanie najlepszy wysoki gracz w poznańskiej drużynie w tym meczu. Goście cały czas utrzymywali kilkupunktową przewagę, po 30 minutach było 61:64.
Niestety, w ostatniej kwarcie goście cały czas kontrolowali sytuację. Rozegrał się mało widoczny wcześniej Wright, punkty dorzucali też Thompson i bardzo skuteczny Chyliński. Poznaniacy próbowali się odgryzać, ale pojedyncze akcje Tomaszka i Maye’a oraz kilka punktów Ocokoljicia to było zdecydowanie za mało, by pokusić się o wygranie meczu. Goście nie pozwolili zawodnikom PBG Basket zmniejszyć różnicy do mniej niż 5 punktów (71:76 w 34. minucie), a końcówka była już spokojna, przy mniej więcej 10-punktowej przewadze Turowa.
Dość niespodziewanie w pojedynku dwóch trenerów, którzy stawiają na defensywę, padł stosunkowo wysoki wynik. Zapewne o to miał po meczu pretensje do swoich koszykarzy trener gości Andrej Urlep, oceniając poziom meczu jako słaby. W drużynie PBG Basket z dobrej strony pokazali się Adam Waczyński i James Maye. Na pewno kibice więcej oczekiwali od niedawno zatrudnionych Serbów – zarówno Misanović, jak i Ocokoljić nic wielkiego nie pokazali, choć ten drugi w końcówce meczu zaprezentował kilka niezłych akcji. Kolejny raz poznaniacy przegrali walkę na tablicach, a bilans dwóch zbiórek ofensywnych w całym meczu jest nad wyraz skromny (tym bardziej, że obie piłki w ataku zebrali… rozgrywający).
W kolejnym meczu PLK PBG Basket spotka się na wyjeździe z Asseco Prokomem i mecz ten zakończy serię pojedynków z czołówką ligi. Kolejne mecze z sąsiadami w tabeli pokażą, na co stać przebudowany zespół pod wodzą nowego trenera.
PBG Basket Poznań – Turów Zgorzelec 86:94 (15:20, 25:26, 21:18, 25:30)
PBG Basket: Waczyński 15, Tomaszek 15, Maye 12(2), Ocokoljić 10, Szawarski 9(1), Ćirić 7, Białek 6(2), Duvnjak 4(1), Radke 4, Misanović 4.
Turów: Wójcik 25(3), Chyliński 20(3), Wright 17, Gray 15(3), Thompson 9(1), Wysocki 3(1), Wallace 3, Witka 2, Bochno 0, Roszyk 0.





