Zapraszamy do lektury wywiadu z kapitanem drużyny PBG Basket Łukaszem Wiśniewskim.
Poznań jest największym miastem, w którym dotychczas grałeś. Jak się odnajdujesz w stolicy Wielkopolski?
Całkiem dobrze. Faktycznie Poznań jest największym miastem, zazwyczaj grałem w trochę mniejszych. W korkach nie stoję, trasy na treningi i do najważniejszych punktów miasta mam opracowane, więc czuję się tu naprawdę bardzo dobrze.
Sporo podróżujesz, to już twój 9 klub w karierze. Gdzie grało Ci się najlepiej?
Naprawdę, aż dziewięć klubów? Trochę się już tego nazbierało... W każdym klubie było coś, co pozostało mi w pamięci, coś unikalnego. W każdym klubie grało mi się dobrze, choć nie ukrywam, że pod względem sportowym ostatni sezon był najbardziej udany.
Powoli, przez m.in Gniewkowo, Zieloną Górę, Koszalin, wdrapujesz się na sportowy szczyt. Masz ambicję na Euroligę? Może NBA?
Może nie NBA, ale na pewno na naszym polskim podwórku chciałbym być postacią rozpoznawalną. Może reprezentacja? Kto wie.
PBG Basket okazało się trampoliną do reprezentacji dla innego torunianina, Adama Waczyńskiego. Może i Tobie się uda.
Zobaczymy, nie zapeszajmy.
Jakie są Twoje osobiste cele na ten sezon?
Oczywiście medal mistrzostw Polski. Generalnie chciałbym, aby drużyna zakwalifikowała się do play-offów i pokazała charakter. A indywidualnie... Żeby nie był gorszy od poprzedniego.
W 2004 roku wyjechałeś do USA, spędziłeś rok w Barton County. Dużo się nauczyłeś?
Tak, jak najbardziej! Przygoda życia. Z różnych powodów musiałem wrócić, ale nie ma co żałować.
Zostałeś kapitanem i twarzą zespołu PBG Basket. Czujesz presję?
Nie, raczej nie. Na razie nie mam powodu, aby odczuwać presję. Może po rozegraniu kilku spotkań…
Pierwszy raz jesteś kapitanem zespołu?
Tak. Pierwszy raz.
Zmieniły się przepisy w PLK. Miałeś problemy, żeby się przystosować?
Myślę, że każdemu było na początku ciężko się przestawić. W końcu odsunięto linię o dobre kilkadziesiąt centymetrów. Potrzebowaliśmy trochę
czasu, jednak teraz nie odczuwamy już różnicy.
Co uważasz za największy atut drużyny PBG Basket?
Myślę, że nie mamy jednego największego atutu. Naszą siłą są na pewno gracze podkoszowi. Niedługo zostaniemy wzmocnieni przez Patricka Okafora , jest z nami Vladimir Tica. To bardzo dobrzy i doświadczeni zawodnicy. Poza tym jest Eddie Miller, świetny strzelec. Naszą siłą może się okazać zgranie. Jest w zespole kilku chłopaków, z którymi grałem wcześniej, takich jak Greg czy Vlado, inni również znają się z poprzednich sezonów. Myślę, że "chemia" to może być nasz zdecydowany atut.
Na co stać w tym sezonie PBG Basket?
Nie będę się zastanawiał, co będzie za osiem czy dziewięć miesięcy. Ważny jest następny mecz i na tym się skupiam. Żadnych deklaracji nie złożę, bo jest na to za wcześnie. Tak jak mówiłem, najważniejszy jest najbliższy mecz i dwa punkty do zdobycia.
Drużyna zmieniła miejsce rozgrywania swoich spotkań. Jak Ci się gra w hali AWF-u?
Bardzo dobrze. Jak grałem w poznańskiej Arenie to stwarzała wrażenie ogromenej, lecz pustej hali, dlatego uważam, że zmiana to bardzo dobry pomysł, ze względu na naszych kibiców. Wiadomo było, że nie uda się zapełnić całej Areny, natomiast AWF daje możliwość wspaniałej atmosfery przy mniejszej ilości kibiców.
Trenerem zespołu jest doskonale Ci znany ze Starogardu Milija Bogicevic. Czy jest coś co odróżnia go od innych szkoleniowców?
Każdy trener ma w sobie coś wyjątkowego i nie inaczej jest z Miliją. Jest wyjątkowy na swój sposób.
W klubie zebrało się międzynarodowe towarzystwo. Jaki język dominuje w szatni?
Chyba jednak polski. Może to i dziwne co mówię, ale Eddie jest trzeci sezon w Polsce i mówi naprawdę dobrze po polsku, Greg tak naprawdę jest Polakiem, który mieszka w Kanadzie, Vlado po raz “enty” gra w Polsce, może tylko Jeremy jest nowicjuszem i ma małe problemy.
Kogo uważasz za głównego kandydata do tytułu Mistrza Polski?
Myślę, że moje kandydatury nie odbiegają od poprzednich lat. Stawiam na Asseco, Anwil - bo to zawsze marka. W tym sezonie Turów złożył bardzo silny zespół, zresztą jest dużo silnych drużyn. Myślę, że to trochę loteria. Zobaczymy...
Szerokim echem odbija się w środowisku szeroka kadra Asseco Prokomu Gdynia. Myślisz, że uda sie trenerowi Pacesasowi złożyć z tego drużynę?
Myślę, że trener Pacesas nie miał wyboru. Gra w trzech ligach wymaga bardzo szerokiego składu. Nie wyobrażam sobie, aby wystarczyło im 10-12 zawodników na cały sezon.
Sezon NBA za pasem, na kogo stawiasz w tym roku?
Trochę wypadłem z obiegu z NBA. Ale rzeczywiście Wielka Trójka z Miami Heat: Dwayne Wade, LeBron James i Chris Bosh robi wrażenie. Jeżeli się dogadali między sobą to myślę, że może się udać. Chociaż Boston Celtics też mieli królować przez wiele lat...
Rozmawiał Maciej Szulejewski



