PBG Basket Poznań

D. Kulig: Jest potencjał! cz.I

Email Drukuj PDF

Zapraszamy do lektury pierwszej części wywiadu z Damianem Kuligiem po zakończonym sezonie Tauron Basket Ligi 2010/2011. Z polskim środkowym rozmawiał Maciej Szulejewski.

Emocje już opadły?


Tak. Jest już po meczu i nic już nie jesteśmy w stanie zmienić. Szkoda. Teraz pozostaje nam odpocząć i poczekać na to co się wydarzy w klubie. Na razie, można tak powiedzieć, jesteśmy w ciszy i czekamy co się wydarzy. Kontrakt mam na dwa lata, więc czekam z niecierpliwością.


Awans do ćwierćfinału i tam porażka z PGE Turowem Zgorzelec, to sukces czy jednak porażka?


Myślę, że jeżeli chodzi o klub to jest to jakiś sukces. To był trzeci rok w którym PBG Basket próbowało awansować do play-off i Damian Kulig w sezonie 2010/11 notował średnio 10,1 pkt. i 3,4 zb. (fot. A. Jastrzębowski)w końcu się udało. Dla nas, zawodników to nie jest zadowalający wynik. Apetyt rośnie w miarę jedzenia. Awansowaliśmy do play-off i chcieliśmy coś w nim ugrać. Po pierwszych meczach w Zgorzelcu pokazaliśmy w Poznaniu, że potrafimy grać i wygrywać. Szkoda, że decydujące spotkanie to był nasz najsłabszy występ.


A jak to wyglądało przed sezonem? Jaki cel stawialiście sobie w szatni?


Ja tak naprawdę doszedłem później. Nie trenowałem od początku, ale dla wszystkich chłopaków było jasne, że walczymy o pierwszą czwórkę. Taki sam cel postawił przed nami trener Bogicević. Przychodząc przed sezonem do Poznania było dla mnie jasne, że będziemy bić się o najwyższe cele. Było blisko czwórki, no ale niestety nie udało się.


Miałeś bardzo trudny początek sezonu. Pierwsze dwa miesiące leczyłeś kontuzje...


Tak. Jeszcze pod koniec zeszłego sezonu zerwałem więzadła krzyżowe, to spowodowało, że od ostatniego meczu w Starogardzie do pierwszego w Poznaniu minęło pół roku.


Kiedy wróciłeś po kontuzji zespół wyszedł z kryzysu, ustabilizowałeś formę, stałeś się ulubieńcem publiczności. Jesteś z zadowolony ze swojej postawy w zakończonym sezonie?


Jeżeli chodzi o moje przygotowanie do sezonu to na pewno jestem zadowolony. Moja forma ciągle rosła i szkoda, że nie udało się przejść Turowa, bo mogłoby być jeszcze lepiej. Teraz zostaje mi tylko utrzymać formę i przygotować się jeszcze lepiej do przyszłego sezonu.


Jak to się stało, że w ogóle znalazłeś się w Poznaniu? Byłeś kontuzjowanym zawodnikiem, nie do końca było wiadomo kiedy i w jakiej formie wrócisz, a w Poznaniu szybko podpisałeś kontrakt i to od razu na dwa lata.


W Starogardzie Kulig ma podpisany kontrakt z PBG Basket do końca następnego sezonu (fot. A.Jastrzębowski)doszliśmy do porozumienia w sprawie rozwiązania kontraktu i stałem się wolnym zawodnikiem. Muszę przyznać, że dostałem kilka atrakcyjnych ofert pomimo tego, że byłem cały czas kontuzjowany. Wiedziałem jednak, że w Poznaniu trenerem będzie Milija Bogicević. Spotkaliśmy się, porozmawialiśmy o tym w jakiej roli widzi mnie trener, czego ode mnie oczekuje. Szybko się dogadaliśmy, a klub zaproponował dwuletni kontrakt. Wiadomo, że i dla mnie i dla klubu taka długość umowy była korzystna, bo mi zapewniało jakąś tam stabilizacje, a klub zabezpieczył się na wypadek gdybym nie wrócił do zdrowia, albo wrócił w słabej formie.


Czyli kluczem okazała się osoba trenera Bogicevicia?


Zdecydowanie tak. Wiedziałem czego oczekiwać. Do Starogardu przyszedłem z pierwszej ligi, a trener szybko mi zaufał. Grałem po ponad 20 minut, więc miałem pewność, że jeżeli wrócę do optymalnej formy to będę grał. I nie pomyliłem się. Mam nadzieję, że w jakimś tam stopniu odwdzięczyłem mu się za to.


Jesteś przykładem wręcz modelowej kariery koszykarza. Zacząłeś od rozgrywek juniorskich, potem 1. liga, następnie medal mistrzostw Polski, aż w końcu lider w Poznaniu. Czy właśnie taką drogę doradzasz młodym zawodnikom?


Na pewno bardzo się ograłem. Zacząłem od Szkoły Mistrzostwa Sportowego, potem grałem dwa lata w macierzystym klubie w Piotrkowie. Następnie kolejne dwa lata w Tychach, cały czas się rozwijałem i łapałem doświadczenie. Myślę, że to dobra droga, bo doświadczenia niczym nie zastąpisz. Młodzi zawodnicy często wchodzą do gry w ekstraklasie, a ręka im się trzęsie. Nie ważne czy to pierwsza czy druga liga, przede wszystkim trzeba grać.


W trakcie sezonu przyszła fatalna passa kilku porażek z rzędu. Czy miałeś chwile zwątpienia, załamania, braku wiary, że cokolwiek się jeszcze uda?


Nie. Nie było takich momentów. Cały czas wierzyliśmy i dążyliśmy do tego, żeby osiągnąć cel. Pierwsza czwórka była w naszym zasięgu. To prawda, że pierwsza runda była bardzo nieudana w naszym wykonaniu, no może poza pierwszymi czterema- pięcioma spotkaniami. Do końca jednak walczyliśmy, aby awansować przynajmniej do play-off i to nam się udało.

Rozmawiał Maciej Szulejewski

Drugą część wywiadu można przeczytać tutaj.

 

Najnowsza galeria

No images