PBG Basket Poznań

R. Majchrzak: Nawet najlepszy marketing nie zastąpi wyniku sportowego cz. I

Email Drukuj PDF

Studenci kierunku Sport poznańskiej Akademii Wychowania Fizycznego pytają Dyrektora Zarządzającego PBG Basket Radosława Majchrzaka o kwestie związane z zarządzaniem klubem sportowym. 

W styczniu br. PBG Basket Poznań i Akademia Wychowania Fizycznego w Poznaniu podpisali porozumienie o współpracy w zakresie organizacji studenckich staży i praktyk zawodowych. Pierwsi studenci od dwóch miesięcy zdobywają doświadczenie w poznańskim klubie koszykówki. Dyrektor Zarządzający Radosław Majchrzak podzielił się z nimi swoją wiedzą i odpowiedział na przygotowane przez nich pytania. 

Co jest według Pana podstawą marketingu sportowego?

Myślę, że po kilkunastoletniej już działalności w branży marketingu sportowego śmiało mogę stwierdzić, że podstawą jest wynik sportowy. Dzięki niemu dalej może rozwijać się cała otoczka, łatwiej wtedy budować struktury profesjonalnie działającego klubu, w tym również marketing sportowy. Musi on jednak być kompatybilny z działaniami sportowymi klubu, gdyż najlepszy marketing nie zastąpi nam wyniku sportowego. Trzeba pamiętać o tym, aby zachować też odpowiednie proporcje, tzn. dostosować struktury i zarządzanie klubem do jego możliwości sportowych. Zdarza się, że klub sportowy ma bardzo duże nakłady w sferze organizacji i promocji, jednak nie dają one efektu w postaci wyniku sportowego.

Pojęcie marketingu sportowego w Polsce powstało stosunkowo niedawno, praktycznie dopiero po roku 1990. Na jakim poziomie w takim razie jest dziś, w jakim tempie się rozwija?

Za początek marketingu sportowego w Polsce można uznać moment, gdy państwo wycofało się z finansowania sportu zawodowego. W połowie lat dziewięćdziesiątych właściciele i zarządcy klubów zaczęli czerpać wzorce z zagranicy. Początki były trudne, największym problemem było uświadomienie właścicieli firm czy spółek, że inwestycja w sport, a także reklama poprzez sport jest możliwa i opłacalna. Jednym z pierwszym propagatorów marketingu sportowego w Polsce był ówczesny właściciel Widzewa Łódź - pan Grajewski, który po wieloletniej działalności za granicą, zaczął rozwijać łódzki klub na zasadach obowiązujących na zachodzie Europy. Dzięki niemu wielu młodych ludzi zaczęło interesować się organizacją sportu i brać przykład z jego działalności. Dziś marketing sportowy w Polsce rozwija się w bardzo dobrym kierunku, jednak nadal jeszcze nie osiągnął poziomu światowego. Na szczęście coraz więcej klubów i organizacji sportowych uznaje marketing jako podstawę przy budowaniu swojej struktury. Powstają nawet firmy zajmujące się tylko i wyłącznie marketingiem sportowym. Myślę, że wszystko idzie w dobrym kierunku.Radosław Majchrzak podczas spotkania z kibicami PBG Basket ( fot. B. Ciechacki)

Czy Pana poprzednia praca, w Lechu Poznań jako Prezesa Zarządu znacznie różniła się od Pana obecnego stanowiska - Dyrektora Zarządzającego PBG Basket Poznań?

Zdecydowanie się różniła. Przede wszystkim swobodą pracy. W Lechu Poznań moim głównym zadaniem było szukanie środków i wypełnianie dziur w budżecie. W PBG Basket funkcja jest zasadniczo podobna, jednak biorąc pod uwagę fakt, że mamy tu całkowicie nowy klub, staramy się z prezesem Adamem Bekierem przede wszystkim zbudować silne podstawy organizacyjne i strukturę. Musimy pamiętać o tym, że mamy tu do czynienia z inną dyscypliną. Pomimo tego, że Poznań ma tradycje koszykarskie, to piłka nożna jest tu najbardziej popularna. Poza tym organizacja meczu koszykówki różni się od organizacji meczu piłki nożnej, w przypadku której trzeba zapełnić stadion na 25 tysięcy osób, a dodatkowo wielkie znaczenie ma pogoda. 

Na początku Pana kariery jako Prezesa Zarządu Lecha Poznań drużyna brała udział w rozgrywkach drugiej ligi, poziom sportowy jak i frekwencja na meczach nie były zadowalające. Z czasem jednak pod Pana kierownictwem klub awansował do ekstraklasy, stadion na każdym meczu Kolejorza przepełniony był kibicami, a sam Lech Poznań stał się jedną z lepszych marek piłkarskich w Polsce. Jaka strategia pomogła w osiągnięciu takiego sukcesu?

Pierwszym, myślę najważniejszym krokiem w kierunku osiągnięcia tego celu, było wsparcie ze strony miasta. To bardzo ważne w dzisiejszym sporcie, bez tego bardzo trudno zbudować dobrze funkcjonujący klub. Etapem drugim było postawienie na ludzi młodych, wykształconych, ambitnych z nowoczesnym spojrzeniem na sport i organizację. Wspólnie zbieraliśmy doświadczenie poprzez częste wyjazdy za granicę i branie przykładu z najlepszych klubów w Europie. Istotnym problemem, z którym musieliśmy sobie poradzić była infrastruktura stadionowa i bezpieczeństwo na trybunach. Zaczęliśmy rozmawiać z fanami Kolejorza. Chcieliśmy ustalić nasz wspólny cel, do realizacji którego potrzebna była współpraca klubu Lecha Poznań z kibicami. Kiedy powoli dochodziliśmy do wyznaczonych przez siebie celów, stadion został wyremontowany, znacznie poprawiło się bezpieczeństwo podczas meczów, zaczęły pojawiać się pierwsze reklamy i sponsorzy.  Pokazaliśmy, że Lech to marka, w którą warto inwestować. Pozostała też kwestia czysto sportowa, tzn. drużyna potrzebowała gwiazdy, która przyciągnie kibiców na Bułgarską. Wtedy udało nam się sprowadzić do Poznania Piotra Reissa grającego wcześniej w lidze niemieckiej. To wszystko wpłynęło na rozbudowę klubu.

Czy w takim razie tak prężnie działający klub potrzebuje zmian, czy należy pozostać przy sprawdzonej strategii i pozwolić mu na samoczynny rozwój?

Jeżeli klub ma utrzymywać stale wysoki poziom, to bezwzględnie potrzebna jest stała pielęgnacja i rozwój. Aby to osiągnąć, wraz z kolegami z Lecha Poznań jeździliśmy po Europie i podpatrywaliśmy jak to robią najlepsi. Istotne jest jednak, aby dostosować schematy zagraniczne do polskich warunków.

Trzeba przyznać, że pomiędzy koszykówką a piłką nożną w sferze marketingu sportowego jest ogromna przepaść. Dlaczego Pana zdaniem tak się dzieje?

Myślę, że wszystko zależy od ludzi. Kiedy grupa młodych osób z przyszłościowym spojrzeniem na sport buduje przemyślaną strukturę klubu, rozwija marketing i organizację, to w efekcie musi  to przenieść się na wynik sportowy. Z drugiej strony bardzo wiele zależy od miejsca- znane są miasta, które posiadają od wielu lat tylko jeden klub i wszyscy kibicują tam np. piłce nożnej. Ciężko byłoby zachęcić ich do kibicowania innej dyscyplinie. Kolejnym aspektem jest mała ilość odpowiednich hal sportowych, w których mogłyby się rozwijać drużyny koszykówki. Poważny problem w polskiej koszykówce stanowi również brak współpracy z mediami, a w szczególności z telewizją. Przykładem takiej fenomenalnej współpracy jest liga NBA, która potrafi najlepiej na świecie sprzedać koszykówkę. Uważam, że w zarządzaniu Polskiej Ligi Koszykówki potrzebne są zmiany. Są w tym kierunku już poczynane pewne kroki, jednak na efekty musimy jeszcze poczekać. 

Wspomniał Pan, że duże znaczenie w rozwoju klubu mają ludzie. Poznań to miasto z wielkimi tradycjami koszykarskimi, PBG Basket to drużyna zajmująca pewne miejsce w lidze, dlaczego w takim razie tak mało osób chce przychodzić na mecze do Areny?

To jest dobre pytanie. Myślę, że gdybyśmy znali na nie odpowiedź, to takiego problemu by nie było. Mamy jednak z prezesem Adamem Bekierem konkretny plan, według którego chcemy ten problem rozwiązać. Staramy się przede wszystkim poprzez współpracę ze szkołami, klubem kibica czy Akademią Wychowania Fizycznego być drużyną otwartą dla ludzi. Chcemy pokazać, że razem z poznańskimi kibicami mamy zamiar zbudować klub na wysokim poziomie. Ponadto organizujemy coraz więcej spotkań, paneli dyskusyjnych, chcemy nawiązać kontakt z zawodnikami koszykówki ulicznej. Te działania mają na celu stworzenie w Poznaniu marki koszykarskiej dostępnej dla każdego odbiorcy. 

Drugą część wywiadu przeczytać można tutaj.

 

Najnowsza galeria